Jutro wypływamy do Norwegii!
Dzisiejszy dzień będzie ostatnim w Anglii i ostatnim na lądzie. W związku z tym musimy się przygotować. Czeka nas sprzątanie i układanie całego bałaganu, jaki zrobiliśmy przez te kilka dni. Należy przejrzeć wszystkie zapasy i zrobić ostatnie zakupy - przede wszystkim musimy sie zaopatrzyć w chleb i ciasteczka... ale wszystko w swoim czasie.
Po ogólnym sprzątnięciu postanowiliśmy wybrać się na spacer. Poprzedniego dnia widzieliśmy w mieście informacje o jakimś muzeum transportu i taki też cel obraliśmy.
Szliśmy zgodnie z informacjami na znakach, jednak w pewnym momencie znaki się skończyły. Rozpoczęliśmy wypytywać ludzi o drogę. Niestety jak się okazało Ipswichianie nie mieli zielonego pojęcia o jakie muzeum nam chodzi. Nasze poszukiwania odpowiednio poinformowanej osoby bardzo się dłużyły. Powodem był wczorajszy spór Szymona z nami na temat latających ryb. Teraz wykorzystując okazję, gdy pytał o drogę do muzeum, próbował przekonać przechodniów, aby potwierdzli ich istnienie - bezskutecznie. ;-)
[Postanowiłem wygooglować "latające ryby" i udowodnić, że one nie latają a po prostu skaczą wyżej. Zapraszam do lektury na temat ptaszorowatych: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ptaszorowate]
W pewnym momencie udało się trafić na osobę, która wskazała nam właściwą drogę - mamy iść jeszcze 3 mile (albo 5.. już nie pamiętam). Tak też zrobiliśmy.Spacer i poszukiwania mijały nam bardzo przyjemnie i w wesołej atmosferze. Poruszliśmy bardzo wiele interesujących i niesamowicie ambitnych tematów. Po drodze odwiedziliśmy supermarket, aby zrobić zapasy na drogę do muzeum i z powrotem.
Jest! już widać cel naszej wyprawy. Chcemy kupić bilety, ale okazuje się, że zamykają za 15 minut i już nas nie wpuszczą. Było nam bardzo smutno i przykro, o czym postanowiliśmy poinformować obsługę. Panu, który przekazał nam tą straszną informację powiedzieliśmy, że jesteśmy żeglarzami i studentami z Polski a do Ipswich przypłynęliśmy specjalnie po to, aby odwiedzić muzeum transportu. Tak to panu zaimponowału, że pozwolił nam wejść a w dodatku sprzedał nam bilety za połowę ceny!
Jest! już widać cel naszej wyprawy. Chcemy kupić bilety, ale okazuje się, że zamykają za 15 minut i już nas nie wpuszczą. Było nam bardzo smutno i przykro, o czym postanowiliśmy poinformować obsługę. Panu, który przekazał nam tą straszną informację powiedzieliśmy, że jesteśmy żeglarzami i studentami z Polski a do Ipswich przypłynęliśmy specjalnie po to, aby odwiedzić muzeum transportu. Tak to panu zaimponowału, że pozwolił nam wejść a w dodatku sprzedał nam bilety za połowę ceny!
Oglądaliśmy niesamowite okazy środków transportu wykorzystywanych przed laty w mieście - były to autobusy, samochody, motory i rowery. Największym zainteresowaniem cieszył się radiowóz policyjny, przy którym spędziliśmy z 15 minut. Zwiedzenie całego muzeum zajęło nam... 30 min. Potem wracaliśmy przez kolejne 2 godziny na jacht.
W drodze powrotnej nie marnowaliśmy już czasu na jakieś inteligentne rozmowy ani na przeżywanie katharsis po wizycie w muzeum. Czas ten poświęciliśmy na wymyślenie czegoś, co będziemy robić dziś wieczorem. Ktoś zaproponował, że zrobimy wyścigi wózków, które są zaparkowane przy kei i służą do przewożenia bagaży na jacht. Pomysł okazał się genialny i zrealizowaliśmy go w następujący sposób:
Nasz wyścig przerwało zapierające dech w piersiach, niesamowite i jedyne w swoim rodzaju zjawisko atmosferyczne, które występuje tylko w takie dni jak ten o tej godzinie i tylko w tej szerokości i długości geograficznej: zachód słońca.
Nie był to byle jaki zachód - dlaczego? Zobaczcie sami:
Gdy słońce już zaszło za bloki, porozbijane wózki nie nadawały się już do niczego - oprócz odzyskania 1 funta "kaucji" - wróciliśmy na nasz jacht. Jednak to jeszcze nie koniec zabawy na dziś. Tym razem Miłosz postanowił dostarczyć nam emocji przeskakując z kei na nabrzeże oddalone o ponad 2 metry.
Wszyscy wstrzymali oddech, aby nie przeszkadzać Miłoszowi w skupieniu się i wyczuciu odległości. Przygotowuje się do skoku. Bierze rozbieg, wybija się i... leeeeeeeci... jeszcze leci, bo to było daleko... i już, po wszystkim. Wylądował na nabrzeżu - innymi słowy
UDAŁO SIĘ! Na keję wrócił w ten sam sposób tylko w drugą stronę. W sumie nic dziwnego jak miał do wyboru spacer 300 m do furtki. Ciekawe, dlaczego zazwyczaj jak gdzieś szliśmy nie wybierał tej samej drogi co teraz?
UDAŁO SIĘ! Na keję wrócił w ten sam sposób tylko w drugą stronę. W sumie nic dziwnego jak miał do wyboru spacer 300 m do furtki. Ciekawe, dlaczego zazwyczaj jak gdzieś szliśmy nie wybierał tej samej drogi co teraz?Na koniec dnia wybraliśmy się do sklepu na ostatnie zakupy. Największy problem mieliśmy z wyborem rodzaju chleba. W sklepie mieli wszystkie rodzaje chleba pod warunkiem, że był on tostowy - prawie zapomniałem, że jesteśmy w Anglii.
Potem jak co wieczór w porcie: grzecznie poszliśmy spać ;-)



9 komentarzy:
Jak zwykle .. grzecznie .. Może dodasz jeszcze o której chodziliście spać z Rafałem? Np. Jak myśmy oglądali film, a Wy siedzieliście mając w tle księżyc w pełni? ;-) Swoją drogą cenzura filmu spowodowana rozładowaniem baterii w laptopie też była fajna ;-) Ach te zbiegi okoliczności ;-)
o kurcze... zupełnie zapomnialem o tym jak "ogladaliśmy" film z decku!! była pełnia?? akurat bawiliśmy się kulkami w puszkach ;)
..a nasza wachta czasami się kończyła o 3 a czasami o 5 :-)
A co to był za film, że taka cenzura się włączyła? ;-)
film american pie (iles tam :P)ale bateryjny cenzor mial wyczucie genialne, zreszta salwa smiechu obudzlilismy chyba Olka :P
Ale i tak najśmieszniejsza była ta chwila jak to zgasło i zapadła cisza.. Przerwana później donośnym śmiechem, fakt.. a ten moment pełen zaskoczenia i rozczarowania na niektórych twarzach.. .lol2.
To co to była za scena, zę wzbudziła takie reakcje? Z fletem (instrument muzyczyny) czy z mama Stiflera? ;-)
Nie z fletem tylko z obojem chyba jak już ;-) Dokładnie nie pamiętam co to było, bo przysypiałam ;-)
flet czy obój... co za różnica ;-)
hmm tak mysle czy to jest ten sam wieczor co z Rafalem chcieliśmy zrobć zupę i zbieraliśmy do garnka składniki? ;-)
Hmm.. Z tego co mi się wydaje to nie, ale mam sklerozę, więc wszystko jest możliwe ;-)
to byl ten sam wieczor Wy robiliscie zupe na deku a My ogladalismy film który okazal sie cenzurowany :) Pozdrawiam
PS. Kasia zgubilem ta kartke z kontaktami do Was... co to mi ją pisalas. Wiem wiem nie powiniennem nawet sie przyznawac ze to sie stalo ale niestety chyba gdzies odchlan zezny gaudka albo jeszcze inny zakamarek mi ja pochlonal
Prześlij komentarz