
W nocy wpłynęliśmy w głąb lądu, miedzy fiordy do portu w Haegesund. Cieplutki wiaterek, widok małych wysepek i skał na których wyrastały domy był niesamowity.
Wpłynęliśmy do miejsca, gdzie powinna być marina. Niestety nic takiego nie było. Ok. godziny 0330 zacumowaliśmy Gaudka do nabrzeża i poszliśmy na spacer do centrum, w poszukiwaniu lepszego miejsca do przybicia. Szliśmy całą naszą załogą trochę zmęczeni i zaspani. Jedynie ciągle uśmiechnięta Kasia swoje kroki, zamieniała w taniec.
O tej godzinie w miasteczku panował jeszcze bałagan po nocnych imprezach. Na ziemi leżały dziesiątki śmieci i plastikowych kubków. Pojedyncze osoby słaniające się na nogach przesuwały się po deptaku. W jednej z bram jakiś gość spał na wycieraczce najprawdopodobniej przy drzwiach do swojego domu.
Naprawdę był to piękny poranny spacer.
Wreszcie dotarliśmy do nabrzeża w samym centrum miasteczka i znaleźliśmy idealne miejsce do zacumowania naszego jachtu, co też uczyniliśmy. Jak się później okazało zupełnie przypadkowo przy tym samym nabrzeżu zacumował zaprzyjaźniony szczeciński jacht Sharki, którego kapitanem był kiedyś Olo. Położyliśmy się spać.
Wstaliśmy ok. godziny 0900 i skorzystaliśmy z upragnionego przez wiele osób prysznica. Dla mnie nie było to tak niesamowite przeżycie, ponieważ chcąc nie chcąc miałem prysznic kilka dni temu na środku morza. Część z załogi poszła na spacer poza miasto a ja przeszedłem się jeszcze raz po deptaku i centrum zaglądając do różnych sklepików; to był strasznie upalny dzień.
Wstaliśmy ok. godziny 0900 i skorzystaliśmy z upragnionego przez wiele osób prysznica. Dla mnie nie było to tak niesamowite przeżycie, ponieważ chcąc nie chcąc miałem prysznic kilka dni temu na środku morza. Część z załogi poszła na spacer poza miasto a ja przeszedłem się jeszcze raz po deptaku i centrum zaglądając do różnych sklepików; to był strasznie upalny dzień.

Koło południa wraz z Sharkim wyruszyliśmy w dalszą drogę. Po wypłynięciu z portu na szersze wody u wybrzeży Norwegii zaczęliśmy bawić się żaglami; postawiliśmy genakera. Wieczorem pośpiewaliśmy trochę… a raczej wsłuchiwaliśmy się w syreni śpiew Kasi i przepiękne brzmienie harfy Rafała – no dobra rozpędziłem się za bardzo… to była gitara. W pewnym momencie Rafał przerwał koncert; zapytał Szymona czy nie ma ochoty zostać murzynem. Szymonowi bardzo się spodobał ten pomysł. Szymona twarz, oczy, uszy, włosy i cała szyja zostały wysmarowane przez Rafała rozpuszczoną czekoladą – była przy tym kupa śmiechu i zabawy. Po odpowiednim przebraniu podpłynęliśmy do Sharkiego i zaproponowaliśmy im odsprzedanie „pracowitego” murzyna za paczkę fajek (mielibyśmy z tego podwójną korzyść… oprócz fajek wreszcie na pokładzie zapanowałaby cisza i spokój) ;-).
Na noc wpłynęliśmy do mariny w Milad.
Na noc wpłynęliśmy do mariny w Milad.



3 komentarze:
Hihi xD Szymon wyglądał świetnie jako murzyn xD Nadawał się ;-) Ale to jest kolejny dowód jak muzyka wpływa na nasze pomysły i zachowania: wystarczyło zaśpiewać Makumbę, żeby Rafał wpadł na jeden ze swoich niesamowicie genialnych i śmiesznych pomysłów ;D
to się zgadza... muzyka ma wielki wpływ na nasze życie i jak widać przyszłość Szymona w tym dniu. Ciekawe co by było gdyby faktycznie załoga Sharkiego go wymieniła za paczkę fajek:-P
Sądzisz, że naprawdę byśmy go oddali, nawet jakby Go chcieli na Sharkim? :P No co Tyy..!! ;P
Prześlij komentarz