czwartek, 24 lipca 2008

Niebylejaki CHRZEST bo mój

Wachta Szymona od północy do 4 nad ranem. Gęsta mgła ciągle się utrzymuje na morzu. Widoczność praktycznie zerowa. Chłopaki ciągle czują się jak w symulatorze łodzi podwodnej, gdzie jedyne co widać to błyszczące i wypolerowane ekrany przyrządów.
Dochodzi godzina 3. Od kilkudziesięciu minut na radarze obserwowaliśmy jakiś punkt – statek. Teraz zaczęliśmy się martwić, ponieważ jest już niedaleko przed nami i co gorsza płynie kursem kolizyjnym. Próbowaliśmy zwrócić uwagę na nasz mały jachcik „dmąc” w róg mgłowy. Nie słyszeliśmy żadnego odzewu; atmosfera była bardzo napięta. Na szczęście zielony punkt za chwilę skręcił… w odległości 1,5nm.
Dalsza część nocy i poranka była już spokojna.

Wiatr był słaby a pogoda ciągle taka sama. Po swojej wachcie ubrany w pełny sztormiak, drugą parę dresów, polar i podwójne skarpety, położyłem się na dziobie przy maszcie. Zaaplikowałem sobie małe okrągłe kółeczka do uszu i odpaliłem piekielną maszynę ciężkich dźwięków. Niesamowita atmosfera morza Północnego w połączeniu z muzyką długo nie kazała na siebie czekać – zasnąłem.



Nagle poczułem, że ktoś łapie mnie za ręce – czy mi się to śni? – zacząłem się budzić. Gdy już uzyskałem prawie pełną świadomość czułem na nadgarstkach linę, którą podniesiono mnie z pokładu – zawisłem. Szybkimi i wprawnymi ruchami załoga zdjęła ze mnie ciuchy. Kombinując z linami, moimi ubraniami i początkowo moim oporem wszystko zostało splątane ze sobą. Mimo to załodze udało się dopiąć swego.. a raczej mnie. Wisiałem w samych gaciach przywiązany za ręce do fału – dobrze, że dziś rano założyłem jedne z tych nowszych, bez żadnych dziur. Podniesiono mnie minimalnie ponad pokład a nogi przywiązano do przeciwległych burt. Czułem się zabawnie, czego nie kryłem… chociaż nie wiem komu tutaj było bardziej do śmiechu.

Kapitan był ubrany odświętnie w swetrze z pagonami, czarnych spodniach i wypolerowanych półbutach rozpoczął chrzest. Jest to mój pierwszy rejs po morzu. Każdy pretekst jest dobry – pomyślałem. Na dworze temperatura ok. 15 stopni Celsjusza. Woda miała znacznie mniej z czym postanowiono mnie zapoznać. Wyszorowano mnie dokładnie wszędzie szczotka Białą szczotką do kibla i Lenorem tak, aby moje futerko było miękkie jak kaczuszka. Na koniec kapitan spłukał mnie słodką wodą, która chyba była jeszcze zimniejsza. Po wszystkim stwierdziłem, że był to całkiem przyjemny prysznic po kilku dniach na pełnym morzu. Na pewno wszyscy mi zazdrościli bo sami musieli chodzić brudni i śmierdzący od potu, soli spalin:-> Dostałem jeszcze obrzydliwą miksturę do zjedzenia oraz dyplom. Nie był to byle jaki dyplom. Była to mapa – na pewno z zaznaczonym skarbem, zatopionym na morzu Północnym – z informacją o moim nowym imieniu. Po całej ceremonii, ciągle z uśmiechem na ustach wytarłem się, ubrałem i wypiłem cieplutką herbatę.

Po moim chrzcie opadła mgła, wyszło słońce i zawiał przyjemny wiatr. Najwyraźniej Neptun czekał na świeżą ofiarę. Popołudnie upływało jak zwykle w miłej atmosferze i pełnym lenistwie. Płynąc na żaglach porobiliśmy parę ładniejszych zdjęć.
Wieczorem znowu mgła i znowu zaczęła się jazda ze statkami. Tym razem było gorzej, ponieważ szklany ekran pokazywał 3 punkty. Były to dwa statki i jedna platforma wiertnicza. Jeden ze statków przeszedł nam 0,5nm przed dziobem. Około północy ponownie mgła opadła i pojawiły się piękne gwiazdy.

3 komentarze:

Szekla pisze...

Koniecznie musisz dodać jakieś zdjęcia ze swojego chrztu!! Chociaż i tak nie oddadzą tego co tam się działo, ale.. ;-) W sumie to tak się teraz zastanawiam.. Czemu zawsze jak ja siedziałam za sterem to była ładna pogoda..? W nocy nie było mgły (aż takiej, bo w sumie niewielka była;P) w ciągu dnia słoneczko i wiaterek.. ;D Czyżbyście nie umieli się dogadać z pogodą? ;-) A może żeście czymś podpadli? ;-)

MWr pisze...

hehe pogoda byla zmienna...w sumie ja tez niewiele stalem za sterem jak bylo brzydko :->
Zdjecia z chrztu musze wyciagnac od Mateusza, poniewaz byly robione innymi aparatami. Dobrze ze ja tego chrztu nie widzialem... i byłem półprzytomny - bo spalem ;-P

MWr pisze...

no i są zdjęcia :-)