
Leżałem na koi. W kajucie panowała ciemność. Moje ucho, mimo, że było oddzielone materacem, polarem i śpiworem wyraźnie rejestrowało warkot silnika. Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ ta piekielna maszyna spoczywała 30cm pode mną. Próbowałem się zasłaniać na różne sposoby - zdławić i zgubić ten hałas w wielu warstwach materiału. Pomogły dopiero słuchawki i dobra głośna muzyka; zawsze miałem do niej "dobry gust" – pomyślałem. Inne gatunki by się tak nie sprawdziły jak ciężkie brzmienie rocka, instrumentalny gotyk i muzyka operowa ;-)
Po kilku godzinach snu o 0800 obudzono mnie na naszą wachtę. Rozpoczął się kolejny piękny dzień. Wiaterek pozwolił nam płynąć na żaglach. Niestety po południu wiatr się skończył i znowu została odpalona kataryna.
Po kilku godzinach snu o 0800 obudzono mnie na naszą wachtę. Rozpoczął się kolejny piękny dzień. Wiaterek pozwolił nam płynąć na żaglach. Niestety po południu wiatr się skończył i znowu została odpalona kataryna.
Płynąc po szerokim morzu większość z nas poległa w różnych formach na pokładzie. Czasami tylko dochodziło do lekkich przepychanek o co wygodniejsze i bardziej atrakcyjne miejsca.
Płynęło się bardzo przyjemnie. Co jakiś czas było słychać muczenie i metalowy stukot łańcucha krowiaka z boi pływających na powierzchni morza.
Nagle ktoś zaatakował! Rozpętała się wojna. Naboje latały wszędzie bezlitośnie trafiając załogantów. Nadeszła odsiecz. Jak się okazało amunicja nadawała się do kolejnego wystrzału. Świetnie się sprawdziły gumki z weków. W ten sposób już prawie codziennie rozładowywaliśmy atmosferę i bawiliśmy się w trakcie przygotowywania obiadów.
Płynęło się bardzo przyjemnie. Co jakiś czas było słychać muczenie i metalowy stukot łańcucha krowiaka z boi pływających na powierzchni morza.

Nagle ktoś zaatakował! Rozpętała się wojna. Naboje latały wszędzie bezlitośnie trafiając załogantów. Nadeszła odsiecz. Jak się okazało amunicja nadawała się do kolejnego wystrzału. Świetnie się sprawdziły gumki z weków. W ten sposób już prawie codziennie rozładowywaliśmy atmosferę i bawiliśmy się w trakcie przygotowywania obiadów.
Pod wieczór pojawiła się gęsta mgła. Wpłynęliśmy w nią jak w otchłań. Zapanował przerażający mrok a zimno i wilgoć pogrążyła nasze ciała w lawinie dreszczy. Zapanował niepokój.
Musieliśmy włączyć radar. Od tej pory pilnowaliśmy szmaragdowych punktów na ekranie szarej skrzynki podwieszonej w kambuzie. Wszyscy czuliśmy się jak w grze komputerowej, albo na łodzi podwodnej, gdzie jedyne, co widać to końce własnych nóg i pokład jachtu. Radar, mapy i kompas zastąpiły nam przepiękne widoki i panującą do tej pory rzeczywistość.
Poczułem kroplę zimnego potu spływającą po moich plecach od karku aż po pas.

4 komentarze:
A najlepszą miejscówką na pokładzie był... KABESTAN xD No bo jakże by inaczej ;-) Swoją drogą podtrzymuję pomysł Twojego prezentu urodzinowego ;D A za te gumki wekowe to normalnie myślałam, że Was zabiję ;-) Wieczny stres, że oberwę przypadkiem.. (Bo deklarowaliście się, że nie celujecie we mnie..;>) :P
gumki haha ^^ mam jedna zdobyczna ^^ na czarna godzine ;) lub na atak z nienacka na was, MUHAHAHA ;P wiec bojcie sie :P przednia zabawa :) najlepsze miejsce ostrzal z kambuza lub przez okienko z nawigacyjnej :P pod koniec juz strzelalismy calkiem bardzo celnie :) a mgla, byla jak mleko...
Jeszcze zależy na czyjej wachcie;-) Ja zazwyczaj miałam ładnie.. tylko raz jak schodziłam to się biało robiło.. Biedna druga wachta miała najgorzej, nie Filip? ;-)
Mrok zapanował na powierzchni a szmaragdowy kolor wody zmienil sie w czarną głębinę. Wokół panowała pustka.
eee coś dziś mi nie wychodzi. jutro nad tym popracuje :->
Prześlij komentarz