Kierowca się zatrzymał.- To tutaj.
Zapłaciliśmy i wysiedliśmy. Jednak nie widać żadnego przystanku ani autobusów. Chwilę pochodziliśmy po okolicy i... Jest! znaleźliśmy.
Dzwoni telefon. To Piotrek, który ma do nas dołączyć na dworcu autobusowym. Pytał za ile będziemy. Odpowiedziałem, że już jesteśmy.
Ciekawe kto to jest. Nic o nim nie wiem... ciekawe też, czy to jakiś stary gość czy ktoś bardziej w naszym wieku. Za chwilę się okaże.
O ktoś macha i dziwnie na nas patrzy. W sumie może nie powinniśmy się dziwić w końcu wyglądamy jak muły niosące worki z ołowiem i jeszcze na dodatek nie wiadomo z czego się śmiejemy. Witamy się. Chwile pogadaliśmy i zdecydowaliśmy, że należałoby kupić bilety. Automat "mówił" między innymi po polsku - poszło łatwo. Mamy bilety do Ipswich z przesiadką w Londynie. Teraz tylko 2 godziny czekania na autobus i jak zawsze ciągłych brechtów.
Tą czarną torbę na zdjęciu ktoś nam podrzucił. Stała cały czas w miejscu, gdzie my siedzieliśmy. Ludzie z niewiadomych powodów nie zbliżali się do nas. Powoli zaczęliśmy wydobywać zapasy żywności z naszych bagaży.
Wsiedliśmy do autobusu. Teraz przed nami prawie 10 godzin podróży. Dojeżdżając do Londynu mijaliśmy dzielnice, która została całkowicie wysiedlona. W miejscu okien domów i typowych brytyjskich szeregowców, sklepów i stacji benzynowej były wstawione dykty. Był to niesamowity widok - jakby ludzie zostali wysiedleni z powodu epidemii albo promieniowania po wybuchu bomby atomowej. Nagle zza okna autobusu zauważyłem bardzo ładny kościółek zrobiony z kamienia. Wysoka wieża pięła się ku niebu niczym ręka ludzka pragnąca złapać Boga za... nogę; a na wieży zegar. Drzwi prowadzące do wnętrza były zamknięte. Nad nimi wisiała podstarzała deska z wyrytym napisem "Daemons Pub" :-) Nazwa idealnie dopasowana do tego miejsca.[Wjeżdżamy do centrum Londynu. Znana mi zabudowa. Powoli widać miejsca; bardzo złe miejsca, przywołujące wiele wspomnień z czasu kiedy uważałem, że jestem szczęściarzem, jak czułem, że wszystko się wspaniale układa. Zza szyby autobusu widać: Millenium Bridge i Tate Modern Museum, Tower Bridge i najgorsze... Buckingham Gate z którego już widać jeziorko w St. James Park... gdzieś mam te zdjęcia-spłoną. T/Z/T
"Ktoś powiedział mi, że jest smutny... nie, nie jest smutny, po prostu przedstawia pewien wybór, a wybór jest tylko wtedy smutny, gdy go później żałujemy." - niestety to nie moje słowa, ale...]
Londyn. Wysiadamy.
Teraz musimy poczekać półtorej godziny na następny autobus, który zawiezie nas do Ipswich. Padł pomysł aby poszukać czegoś do jedzenia. No i znaleźliśmy. Bar z Fish&Chips - raczej speluna prowadzona przez jakiś Turków czy Arabów. Nie wiedzieć czemu na jedzenie zdecydowałem się tylko ja i Piotrek. Czekaliśmy na swoją kolej tuż za jakimś bezdomnym i całą rodziną Cyganów. W pomieszczeniu unosił się charakterystyczny zapach ryby i spalonego tłuszczu. Poza tym higiena na prawie podstawowym poziomie... akceptowalnym? Ciężko powiedzieć, ale na pewno miało to swój klimat.
W trakcie ponad 30-to minutowego oczekiwania rozmawiałem ze sprzedawcą. Dowiedziałem się, że był kiedyś w Polsce i bardzo lubi ten kraj. Nawet teraz jeszcze ogląda polską telewizję - wymienił z 8 polskich programów! Na pytanie czy zna Polski odpowiedział skrzekliwym głosem: "Kocham Cię". Kolana same mi się ugięły; wystraszyłem się niemiłosiernie i w tym samym czasie obejrzałem za siebie, aby sprawdzić czy przypadkiem nikt nie zamyka drzwi. Na szczęście od razu po angielsku dodał, że zna tylko ten zwrot i że ogląda polską telewizje, bo są tam fajne dziewczyny.
Teraz musimy poczekać półtorej godziny na następny autobus, który zawiezie nas do Ipswich. Padł pomysł aby poszukać czegoś do jedzenia. No i znaleźliśmy. Bar z Fish&Chips - raczej speluna prowadzona przez jakiś Turków czy Arabów. Nie wiedzieć czemu na jedzenie zdecydowałem się tylko ja i Piotrek. Czekaliśmy na swoją kolej tuż za jakimś bezdomnym i całą rodziną Cyganów. W pomieszczeniu unosił się charakterystyczny zapach ryby i spalonego tłuszczu. Poza tym higiena na prawie podstawowym poziomie... akceptowalnym? Ciężko powiedzieć, ale na pewno miało to swój klimat.
W trakcie ponad 30-to minutowego oczekiwania rozmawiałem ze sprzedawcą. Dowiedziałem się, że był kiedyś w Polsce i bardzo lubi ten kraj. Nawet teraz jeszcze ogląda polską telewizję - wymienił z 8 polskich programów! Na pytanie czy zna Polski odpowiedział skrzekliwym głosem: "Kocham Cię". Kolana same mi się ugięły; wystraszyłem się niemiłosiernie i w tym samym czasie obejrzałem za siebie, aby sprawdzić czy przypadkiem nikt nie zamyka drzwi. Na szczęście od razu po angielsku dodał, że zna tylko ten zwrot i że ogląda polską telewizje, bo są tam fajne dziewczyny.
Uff! Z powrotem połknąłem swoje serce i żołądek. Całą atmosferę podkręcał fakt, że drugim sprzedawcą był olbrzymi czarnoskóry... Pan, który od samego początku przysłuchiwał się rozmowie.
To był zły moment.
Do baru weszła Kasia, żeby nas pogonić. Delikatnie dałem jej do zrozumienia, żeby lepiej wyszła. Tak też zrobiła. Oczywiście sprzedawca przez kolejne kilka minut gadał o tym niesamowicie pięknym zjawisku jakie przez chwilę widział w drzwiach swojego "lokalu". Niedowierzał. Z trudem ale udało mi się wyjaśnić, że to fatamorgana, która pojawiła się od oparów tłuszczu w których ciągle przebywa - miałem wrażenie, że będzie skłonny zrezygnować ze wszystkiego i jechać z nami ;-)
To był zły moment.
Do baru weszła Kasia, żeby nas pogonić. Delikatnie dałem jej do zrozumienia, żeby lepiej wyszła. Tak też zrobiła. Oczywiście sprzedawca przez kolejne kilka minut gadał o tym niesamowicie pięknym zjawisku jakie przez chwilę widział w drzwiach swojego "lokalu". Niedowierzał. Z trudem ale udało mi się wyjaśnić, że to fatamorgana, która pojawiła się od oparów tłuszczu w których ciągle przebywa - miałem wrażenie, że będzie skłonny zrezygnować ze wszystkiego i jechać z nami ;-)
W końcu dostaliśmy swoje rybki z frytkami oblane obleśnym czarnym sosem z lipy (?), umiejętnie zapakowane w 2 kawałki białego papieru (do pełni szczęścia brakowało, aby to były kartki z gazety). Szybkim, lecz spokojnym krokiem opuściliśmy lokal i dołączyliśmy do naszych przyjaciół na dworcu autobusowym.
Siedząc na bagażach rozpakowaliśmy nasze rybki i zaczęliśmy konsumpcję. Nie było to łatwe, ponieważ panierka ryby okazała się na tyle dobrze przysmażona, że przy kilku pierwszych porcjach plastikowe widelce straciły zęby. W sumie danie było całkiem smaczne.
Ludzie w naszej okolicy znowu z czegoś albo z kogoś się śmiali.
Ludzie w naszej okolicy znowu z czegoś albo z kogoś się śmiali.
Podjechał nasz autobus. Doświadczeni trudami podróży wsiedliśmy do środka. Kierowcą był wesoły afroanglik o niskim tubalnym afrogłosie. Pojechaliśmy do Ipswich.
Wieczorem po małym spacerku z autobusu dotarliśmy do przystani i znaleźliśmy Gaudeamusa. Wreszcie znaleźliśmy się na pokładzie! Trochę zmęczeni, ale w "domu"



7 komentarzy:
Dotarcie na Gaudka faktycznie było niesamowicie fajne.. I mimo, że w podróży też było śmiesznie to jednak miałam dość ;-) Poza tym Można by jeszcze dodać do opisu dziewczynkę (?) Machającą do mnie jak chowałam się pod polarem mając wszystkiego dość oczekując na odjazd autobusu do Ipswich. ;-)
hahaha faktycznie!!!! zapomniałem o tym :-> koniecznie to uzupełnie!
najpierw to była dziewczynka a potem pół autobusu, który stał obok ;-) nie wiem czemu sie wstydziłaś, w końcu my machaliśmy im a oni nam :-P
Ale miałaś dość nas czy samego podróżowania? :-) bo jeśli to drugie to prawie Cię rozumiem. Sam już miałem dość mimo, że moja podróż trwała o wiele krócej niż Twoja spod pustyni Błędowskiej ;-)
Bo dziewczynka się ze mnie śmiała najpierw! Widziałam to kątem oka jak wychyliłam się spod polaru (czego nie zauważyliście, HAHA!) A dość miałam podróży oczywiście..! Was..? Nigdy..! ;-)
Tak to był wesoły autobus ;-) śmiesznie wyglądałaś jak próbowałaś się schować pod tym plarem... na dodatek też to zauważyli ludzie w sąsiednim autobusie i jeszcze bardziej się śmiali ;-)
hehehe miło to przeczytać, że pomimo naszego przesadnego świrowania jakoś to wytrzymywałaś ;-)
Muszę zainwestować w większy polar powiadasz? ;-) Okey ;D Zapamiętam ;D
Ale teraz przypomniałeś mi jaki Ty masz fajny cieplutki polarek <33 Bosko się w nim spało na deku ;-)
Ogólnie to bardzo zabawnie to wtedy wyglądało ;-) szkoda, że takich scen nie nagrywaliśmy - chociaż nie wiem czy by się dało.
hmm używałaś MOJEGO polarku?! ktoś spał w moim polarku?! aaaa!!! ;->
No sam mi go użyczyłeś! Aż tak stary nie jesteś, żebyś mógł nie pamiętać ;-) ani nie było to tak dawno!! ;-)
Prześlij komentarz