Po powrocie do domu ostatnie telefony do ludków, z którymi mam jechać: Kasia, Filip i Piotrek. Ostatnie potwierdzenia i prawie jestem gotowy.
W tym miejscu przytoczę dość ciekawą sytuację (mam tylko nadzieje,
że Ania się nie obrazi) ale jeszcze kiedyś jak rozmawialiśmy z Ania przez
telefon, podawała mi namiary na Filipa. Oczywiście ja jestem jakiś głuchy i nie
mogłem zrozumieć jak ma Filip na nazwisko. Dlatego Ania mi wyjaśniła bardzo
obrazowo "no Filip Sęk - tak jak dziura w drzewie!".
Ostatnia korespondencja e-mailowa z Kasią - już znacznie krótsza niż wcześniejsza ;-)
Jest jeszcze jeden mały problem... nie wiemy, gdzie w końcu mamy jechać, jak już wylądujemy w Liverpool. Cały problem polegał na tym, iż jeszcze nie znaliśmy miejsca w którym zacumuje Gaudeamus. Jedna z ostatnich wersji mówi, że będzie to Ipswich ale jeszcze się to okaże.
Co tam... ważne, że wiemy kiedy dolatuje nasz samolot i że na wschodnie wybrzeże możemy się dostać następnego dnia za 20 Funtów lub tego samego dnia za 60 Funtów - no ale gdzie jak gdzie ale w Liverpool jest co robić przez całą noc :-> z takiego założenia wyszliśmy.
Jest już godzina 23, spakuje się rano - wstanę o 6, na pewno się uda...
Busa mamy o 8:30 i jedziemy na lotnisko pod Berlinem. Aaa zapomniałem... może rano sobie jeszcze kupię, po drodze na dworzec, pasek do czapki, co by mi jej nie zwiało z głowy :-)


1 komentarz:
Tego dnia jeszcze nie miałem pojęcia jak będzie fajnie na rejsie. W pewien sposób nawet byłem negatywnie nastawiony...
Prześlij komentarz