środa, 16 lipca 2008

Przeddzień wyjazdu

Właśnie trwają przygotowania do wyjazdu. W sumie jeszcze o tej porze byłem w Makro na ostatnich zakupach: ciuchy, majtki, skarpetki, kosmetyki, tępe nożyki do maszynki, polar, buty itp. jak zawsze w bardzo odpowiednim czasie. ;-) Zresztą inne zakupy zrobiłem dzień wcześniej (sztormiak, buty na jacht, kalosze, rękawiczki i jakieś inne niezbędne gadżety... aa no i worek na ten cały stuff wreszcie przyszedł - lepiej późno niż wcale. W sumie to przyszły 2 worki: jeden dla mnie a drugi dla Ani - musiałem go jeszcze jej przekazać.
Po powrocie do domu ostatnie telefony do ludków, z którymi mam jechać: Kasia, Filip i Piotrek. Ostatnie potwierdzenia i prawie jestem gotowy.
W tym miejscu przytoczę dość ciekawą sytuację (mam tylko nadzieje,
że Ania się nie obrazi) ale jeszcze kiedyś jak rozmawialiśmy z Ania przez
telefon, podawała mi namiary na Filipa. Oczywiście ja jestem jakiś głuchy i nie
mogłem zrozumieć jak ma Filip na nazwisko. Dlatego Ania mi wyjaśniła bardzo
obrazowo "no Filip Sęk - tak jak dziura w drzewie!".

Ostatnia korespondencja e-mailowa z Kasią - już znacznie krótsza niż wcześniejsza ;-)

Jest jeszcze jeden mały problem... nie wiemy, gdzie w końcu mamy jechać, jak już wylądujemy w Liverpool. Cały problem polegał na tym, iż jeszcze nie znaliśmy miejsca w którym zacumuje Gaudeamus. Jedna z ostatnich wersji mówi, że będzie to Ipswich ale jeszcze się to okaże.

Co tam... ważne, że wiemy kiedy dolatuje nasz samolot i że na wschodnie wybrzeże możemy się dostać następnego dnia za 20 Funtów lub tego samego dnia za 60 Funtów - no ale gdzie jak gdzie ale w Liverpool jest co robić przez całą noc :-> z takiego założenia wyszliśmy.


Jest już godzina 23, spakuje się rano - wstanę o 6, na pewno się uda...

Busa mamy o 8:30 i jedziemy na lotnisko pod Berlinem. Aaa zapomniałem... może rano sobie jeszcze kupię, po drodze na dworzec, pasek do czapki, co by mi jej nie zwiało z głowy :-)

 

1 komentarz:

MWr pisze...

Tego dnia jeszcze nie miałem pojęcia jak będzie fajnie na rejsie. W pewien sposób nawet byłem negatywnie nastawiony...